Ciężar odpowiedzialności za słowo - wywiad z Anją Orthodox
Autor: Magdalena Stasiczek poniedziałek, 08 lutego 2010 09:14
Anji Orthodox przedstawiać chyba nie trzeba nikomu. Charyzmatyczna poetka, wokalistka, maniaczka nowinek technicznych od dwudziestu lat niepodzielnie rządząca polską sceną gotycką, prywatnie mama i żona. Kobieta, której twórczość dla wielu ludzi stała się inspiracją do tworzenia lub po prostu sposobem na życie. Zapraszamy do lektury wywiadu z ikoną polskiego rocka gotyckiego Anją Orthodox.
Magdalena Stasiczek: Closterkeller a.d. 2009 to niesamowicie mocny skład, czego potwierdzeniem był choćby Wasz katowicki koncert. Czy masz poczucie, że Closterkeller z Najmanem, Kumalą i Jastrzębowskim to "nowa jakość" roztaczająca znacznie szersze horyzonty?
Anja Orthodox: O tak! Zdecydowanie ten skład to jest mocna sprawa. Czujemy to wszyscy gdy gramy razem na scenie. Jesteśmy doświadczonymi muzykami, którzy już nie walczą z instrumentami i własnymi słabościami wykonawczymi a jedynie przelewamy już prosto siebie w dźwięki. I w tym jest całe szczęście grania na żywo dopiero. Cieszę się, że po tylu latach nareszcie osiągnęliśmy ten stan. Tajemnica tego, że obecnie Closterkeller jest doskonale działającym mechanizmem polega też na tym, że świetnie się uzupełniamy też na gruncie czysto ludzkim. Jakoś tak te nasze pięć osobowości się miksuje, że to wszystko jest pełne ognia i fajne.
M.S: Emocje związane z premierą długo wyczekiwanego krążka chyba już opadły. Z jakim odbiorem spotkała się płyta "Aurum"?
A.O: Odbiór był i jest naprawdę znakomity. No ale trudno się dziwić, przecież to naprawdę jest bardzo dobra płyta. Bardzo melodyjna, pełna treści i emocji a zarazem dobrze brzmiąca. Ma sens. Jest to tak jakby patrzeć obiektywnie - najlepsza płyta Closterkellera. To, że jest ona doceniona świadczyły reakcje publiczności na trasie promującej "Aurum" a także wyniki plebiscytów i podsumowań rocznych w rożnych gazetach i na portalach.
M.S: Gdybyście mogli zmienilibyście coś na "Aurum"? Jest coś co uważasz za zrobione nie do końca tak jak chcieliście, coś co zaaranżowalibyście inaczej?
A.O: Zawsze coś tam by się znalazło. Może ja bym dała głośniej te wokale na końcu "Nie tylko gra"? Same takie tam drobnostki... Bardziej mnie męczy kiepskie brzmienie polskiej wersji "Nero" - czyli płyty poprzedniej. To bym poprawiła Ale na "Aruum to właściwie nie ma nic do zmiany. Mariusz mi tam zza ramienia przypomina o za cichych gitarach w jakiś dwóch utworach. Eee tam... Tak naprawdę my staramy się nie oglądać za siebie tylko patrzeć w przód. I tak generalnie od momentu premiery to dla nas "Aurum" już przestała istnieć i myślami jesteśmy przy płycie kolejnej.
M.S: Krążą pogłoski, że materiał, który znalazł się na "Aurum" to zaledwie połowa tego co zostało napisane. Rozumiem, że nowy album pojawi się szybciej aniżeli "Aurum"?
A.O: Połowa to może przesada ale zostało kilka utworów, które być może po przeróbkach trafią na kolejna płytę. A może nie bo zrobimy nowe jeszcze lepsze? Naturalnie, że nie będziemy na kolejny krążek czekać następne 6 lat. O nigdy! Ja bym chciała aby nowa płyta pojawiła się już w roku 2010. I mam nadzieję, że Aurum okaże się jedynie skromną do niej przygrywką.
M.S: Idąc dalej tropem pogłosek, podobno zamierzacie nagrać ponownie "Nero"? Na ile to realne plany i na ile jeśli do takowego wydarzenia dojdzie zmieni się ten album?
A.O: Nie tyle nagrać co jeszcze raz zmiksować. Bo ponowne nagrywanie już wydanej płyty byłoby rekordowym odgrzewaniem kotletów. A tego nie chce nam się robić. "Nero" jest moją ukochaną płytą jeśli chodzi o same klimaty. Bo jest ona najcięższą i najmroczniejszą płytą Closterkeller. A jeśli chodzi o brzmienie to jest w niej co poprawiać. Ale takie coś to najwyżej np. przy okazji wydawania tej kolejnej płyty czy jakoś tak. No nie wiem jak dokładnie będzie. Musze porozmawiać z naszą firmą fonograficzną na ten temat. Bo przecież wszystko od nich zależy.
M.S: W Polsce raczej trudno o większą ikonę gotyckiego rocka niż Anja Orthodox czy masz poczucie bycia swego rodzaju nestorem tegoż gatunku w naszym kraju?
A.O: Cóż, chcę czy nie chcę to mam takie poczucie. Choć to nie zawsze jest takie do końca fajne. Nestorem... Hmm... Ja się nie czuję właśnie jakoś staro ani superdostojnie. Wcale nie. Niemniej, jak mam wrażenie wszyscy oprócz mnie tak sądzą, to co ja mam mówić? Najlepsze, że z tego powodu, że wiele osób uważa mnie za jakąś tam ikonę polskiego gotyku, to ja biedna zbieram tu i ówdzie połajanki jak cholera. Że to niby ja się wywyższam i ja sama się tak nazywam. No oszaleć można, mówię Ci... Toteż nie wiedząc co z tym zrobić wszystkim to ja wzięłam się na sposób i po prostu koncentruję się na tworzeniu. Do kogo to co robię dotrze to dotrze i wtedy będę szczęśliwa.
M.S: Trasa już za Wami. Jakie wrażenia z podróży po Polsce no i co najważniejsze jak sprawdzają się nowe utwory na koncertach? Szczerze mówiąc katowicki występ w Mega Clubie uważam, za jeden z najlepszych jaki daliście.
A.O: O tak! To był bardzo dobry występ. Pomimo, że byłam bardzo chora i miałam gorączkę. Ale klimat był wspaniały. Jak zwykle w dużej mierze dzięki publiczności, która tak pięknie odbierała nasze dźwięki. Super była ta mała gotycka dziewczynka siedząca u tatusia na barana. Bardzo cieszyło mnie to, że było super odbierane to, że graliśmy całą nową płytę. Pamiętam że ten sam patent przy promocji płyty "Nero" wzbudzał wielkie protesty. Tym razem było inaczej.
M.S: Są zespoły, które nie grają koncertów i na pytanie o nie odpowiadają "nigdy". Czym dla Ciebie są koncerty i czy mogłabyś zrezygnować z nich?
A.O: Nie wiem czemu tak mówią. Pewnie boją się konfrontacji z publicznością. Albo nie umieją grać na żywo? Dziwne jakieś ale ok. W każdym razie my bardzo lubimy grać, nie boimy się i nie wyobrażamy sobie życia bez koncertów. I tyle. Czasem jest lepiej czasem gorzej ale zawsze jest to dla nas piękne przeżycie i szczęście, że możemy dać ludziom coś, co tak wiele dla nich znaczy. Kurczę... Gdy czasem widzę jak słuchacze pod sceną przeżywają nasz koncert to wydaje mi się, że czują mocniej od nas. Aż mi głupio.
M.S: Zmienimy nieco obszar. Kiedy najłatwiej przychodzi Ci pisanie tekstów, pod wpływem skrajnych emocji czy wówczas gdy panuje spokój?
A.O: Bardzo różnie jest u mnie pod tym względem. Z pewnością największego kopa dają te skrajne emocje. Wtedy spisuję główne pomysły w formie luźnych szkiców. Ale jednak gdy piszę już ostateczną wersję tekstu to wolę spokój. Robię to na ogół w mojej sypialni w środku nocy. Siedzę obłożona kartkami i myślę, myślę i poprawiam. Potem kładę się spać z kartką przy głowie i po chwili się budzę i znów dopisuję. Czasem dzwonię do przyjaciół aby się skonsultować i poradzić.
Tak jest na ogół. Ale bywają wyjątki., np. "Poza granicą dotyku" napisałam jednym ciągiem. Jechałam samochodem. I nagle musiałam się zatrzymać w zatoczce autobusowej i prosto z ręki napisałam cały ten tekst już gotowy. Może ze trzy słowa potem poprawiłam.
M.S: Dla niektórych Twoje teksty to swoiste drogowskazy, poza tym każdy może indywidualnie interpretować odnajdując w nich cząstkę siebie. Jakie to uczucie dawać swoją twórczością oparcie, siłę i zrozumienie?
A.O: Piękne uczucie, dające mi świadomość sensu tego co robię i głębokiej jego wartości. Nie wiem nawet jak mam to opisać. Jestem bardzo szczęśliwa, że tak się dzieje, że mogę kogoś uszczęśliwić tym co tworzę, pomóc odnaleźć drogę czy pocieszyć. Zarazem przez to czuję na sobie wielki ciężar odpowiedzialności za słowo. Rzecz, która zakłada mi nawet w pewien sposób swego rodzaju kajdanki na ręce. Ale myślę ze może to i dobrze? Nie chciałabym nigdy nikogo poprowadzić w dół swoim nieprzemyślanym słowem. Ja bardzo pilnuję aby za dużo takiej złej czerni nie przelać w swoje wiersze. To zostawiam tylko dla siebie i moich przyjaciół z którymi rozmawiamy o takich sprawach.
M.S: Masz jakiś swój szczególnie "ukochany" tekst lub utwór?
A.O: Wiele jest takich. W wielu zawarłam swoje bardzo wielkie emocje i opisałam gorące momenty swojego życia. Czasem są one ukryte w tekstach pozornie obojętnych czy nijakich. Ale tylko ja wiem, że wcale nie są one takie o niczym. Takie "ukochane" to długo by wymieniać. Na przykład: "Poza granicą dotyku", "Dwie połowy", "Nero", "Epitafium", "Fortepian", "Cisza w jej domu", "Jak o kamień deszcz". Ale mam też inną grupę - tekstów, które jakoś tak zaginęły w słabszym utworze i pomiędzy innymi a moim zdaniem są szczególnie dobre jak np. "Neo", "Sztuka ambicji", "Dla jej siostry", "Zmierzch bogów", "Ewa i Adam" czy "Desperado".
M.S: Anja Orthodox dla wielu młodych ludzi jest autorytetem, a czy sama posiada autorytety?
A.O: Jakoś tak głupio mi to rzec ale po zastanowieniu się z pewnym zaskoczeniem stwierdzam, że nic nie przychodzi mi do głowy. Oczywiście jest wielu ludzi, których cenię za intelekt lub wybitne przymioty umysłu i którzy są dla mnie przykładami ale jakoś takich ewidentnych autorytetów nie posiadam. Nie wiem czy to źle czy dobrze? Hmm... Ja chyba inaczej dochodzę do nadrzędnych dla mnie wartości. Nie poprzez autorytety a raczej własne przemyślenia i obserwacje rzeczywistości.
M.S: Czujesz się spełniona jako muzyk, matka, człowiek?
A.O: No chyba mogę tak powiedzieć w dużej mierze. Jako twórca jestem bardzo szczęśliwa i spełniona gdyż wiem do jak wielu osób to co robię dotarło. I to bardzo głęboko. Niektórym wręcz odmieniło życie na lepsze i daje im szczęście. Czego tu więcej trzeba? Ja sama także uważam że zrobiłam dużo pięknej muzyki i tekstów. Jako matka i kobieta też jestem spełniona. Mam dwóch synów i męża z którymi tworzymy szczęśliwą rodzinę. Jako człowiek? No tutaj to nie wiem czy mogę nazwać się spełnioną... To "pole do popisu" jest tak szerokie, że więcej na pewno jest jeszcze przede mną niż za mną. I martwię się, że życia mi nie wystarczy by osiągnąć stan zadowolenia z siebie jako z ogólnie rozumianego "człowieka".
M.S: Jakie wskazówki na życie dałabyś młodemu człowiekowi?
A.O: Nie no... Nie wiem. Zadałaś mi trudne pytanie na które nie można dać jednoznacznej odpowiedzi. Na jakie życie? Jakiemu człowiekowi? Nie ma jednej recepty. A w każdym razie ja nie podejmuję się jej napisać. Mogłabym napisać np. "żyj zawsze w zgodzie z samym sobą", "bądź szczery i kochaj..." czy tego rodzaju sprawy ale tak naprawdę to wcale nie jest takie proste i jednoznaczne. Czasem np. lepiej jest w pewnych sytuacjach przez chwilę nie być szczerym czy nie w zgodzie ze sobą aby osiągnąć cel, który będzie dla nas dobry i w ogólnym rozrachunku wyjdzie wszystkim na dobre. Życie to jest bardzo skomplikowana układanka.
Na pewno mogę powiedzieć tylko jedno: "Nie krzywdź innych" bo takie coś wraca i odbija i brudzi nas samych na zawsze.
M.S: Zaintrygował mnie tekst to utworu "Nie tylko gra". Sam tekst prosty i jasny, jednak jego podłoże mnie ciekawi. Czy jako matka spotykasz się z problemem przemocy w grach swojego syna?
A.O: Tekst jest bardzo prosty, za co zebrałam wiele słów krytyki. Moim zdaniem nieco bezsensownej, bo przecież to jest tekst mówiony przez małe dziecko, które na dodatek jest totalnie utopione w świecie wirtualnym. Co? Taki dzieciak miałby przemawiać natchnionym, podniosłym językiem, pełnym przedziwnych wolt poetyckich i nagłych zwrotów intelektualnych? Co za bzdura... Krytykanci chyba nigdy nie słyszeli rozmów graczy sieciowych jakie toczą oni ze sobą przez Teamspeaka... Inspiracją do tego tekstu był dla mnie jak najbardziej mój syn, który miał w życiu dość długi etap kiedy był bardziej wirtualny niż realny. Grał jak opętany i w ogóle już był opętany. Problem, o którym ja piszę w tekście do "Gry" nie tyle dotyczy przemocy co takiej samotności dzieci w tym wszystkim i braku porozumienia z rodzicami. Wcale nie taki głupi tekst jakby się zdawało. Nie każdy utwór gdzie słychać dziecięce głosiki jest dziecinny.
M.S: Może sama grywasz w jakieś gry? Wiadomo powszechnie, że komputer i wszelkie nowinki techniczne to nie obce dla Ciebie tematy.
A.O: Jestem fanatykiem komputerowym. To prawda ale nie gram w gry w ogóle. Nie mam po prostu czasu choć bardzo fajna to rozrywka, zajmuję się raczej takimi poważniejszymi rzeczami jak zgłębianie tajników systemu i programów, tworzenie stron www czy dużo czytam o sprzęcie.
M.S: Na ile ów nowinki techniczne i komputery zawładnęły Twoim życiem?
A.O: Na maxa. Ciągle siedzę albo przy kompie albo przy netbooku albo z komórką w ręce (gdzie tez mam Internet oczywiście). Faktycznie przez to nie mam czasu na muzykę, co bardzo krytykuje mój mąż. No ale co robić... nałóg to nałóg...(śmiech)
M.S: Solowy projekt Anji Orthodox to niemal Yeti. Wszyscy wiedzą, że istnieje ale nikt nie widział. Jak to jest z tym projektem? Dożyjemy dnia kiedy świat ujrzy pełnowymiarowe wydawnictwo sygnowane Twoim logiem na półce sklepowej?
A.O: Nie wiem czy dożyjemy. Ja po prostu nie mam na to czasu i w pewnym momencie uświadomiłam to sobie i po prostu się poddałam. Zarzuciłam ten projekt i leży sobie gdzieś tam na jednym dysku twardym. Poza tym wcięło mi na dodatek taki zestaw brzmień do niego, który miałam na starym dysku zip. Po tym to w ogóle mi się tego odechciało. Kiedyś myślałam żeby rozwiązać Closterkeller i zająć się właśnie między innymi tym projektem ale nie udało się - ludzie kazali mi kontynuować Clostera. No to za karę - nie ma sola! (śmiech)
M.S: Inspiracje muzyczne Anji Orthodox.
A.O: Tak generalnie to ja naprawdę słucham bardzo mało muzyki ale jeśli już to są to dźwięki ciemne, smutne i "z pazurem". Z klasyki gotyku to np. Fields of the Nephilim i tego typu rzeczy. Z nowszych rzeczy to Deathstars a z tych pośrodku to klimaty w stylu Paradise Lost, Samael czy nawet Dimmu Borgir. Słucham też trochę muzyki z innej bajki jak np. Dandy Warhols z przepiękną płytką "13 tales...", czy Antimatter "Saviour". Ta ostatnia w ogóle tak to była nawet tłem muzycznym na naszym ślubie z Mariuszem.(śmiech)
Rozmawiała: Magdalena Stasiczek
Zdjęcia: Wojciech Wojtczak (www.anja.pl), Magdalena Stasiczek
